*JOHN*
Ślub z Marry zbliżał się nieubłagalnie. Z jednej strony chciałem mieć go już za sobą, a z drugiej chciałbym, żeby go w ogóle nie było. Od razu zacząć inne życie z Marry. Najgorsze jest to, że nie będę już widywał Sherlocka, pani Houdson, Molly i Lestrade'a. Przechodzę z jednego szczęścia w drugie, tracąc to pierwsze, i robiąc sobie w sercu czarną dziurę, pustkę.
*JOHN*
Romantyczny taniec rozpoczynający tańce. Ja i Marry. Sherlock i skrzypce. Zachwyceni goście. Wszystko na raz, ale w tym tłumie wyróżniała się tylko jedna osoba. Marry. Najcenniejsza osoba w moim życiu. Nie wyobrażam sobie bez niej życia. No bo jak? Dotychczas jedyną taką osobą był Sherlock, ale ona to zmieniła moje życie, i już do końca miałem je z nią spędzić. Nagle muzyka przestała grać, i fala gości zaczęła nas zalewać z każdej strony. Po kilku minutach podszedł do nas skrzypek-socjopata. Zagadnął Marry, ale ja w ogóle go nie słuchałem. Dopiero po kilku chwilach zwróciłem uwagę na Sherlocka, z któergo ust wydobyło się niepewne słowo "ciąża". Marry wybuchnęła śmiechem, a ja poszedłem w jej ślady. Sherlock tylko marszczył czoło. W końcu się uśmiechnął i powiedział:
-Jedno dziecko już mieliście, i dobrze je wychowywaliście, szczególnie ty John. Ale ono już wydoroślało, i pora na prawdziwe dziecko.- spojrzał na nas i dodał- ja byłem tym dzieckiem- i wyszedł.
*SHERLOCK*
Wróciłem do domu i zacząłem. Na początku, na ścianie powiesiłem zdjęcie Marry. Musi zginąć. Nie może mi zabrać MOJEGO Johna, nie oddam go jej. Przyrzekłem sobie, że go nie stracę, i wypełnię to. Był wybór- ja albo ona. Ona. John nigdy się nie dowie, kto zabił jego żonę. Tak będzie najlepiej. Nagle zamarłem. Zdałem sobie sprawę, jakim jestem egoistą. Co, tam zapomni. Oby. Kreśliłem dalej po ścianie markerem, nie zwracając uwagi na to, że brudzę ścianę. Nie ma wyboru
<<Przepraszam, że dziś tak krótko, ale w następnym wpisie będzie się działo^^>>
Pisz szybko kolejny rozdział, bo już się doczekać nie umiem :P
OdpowiedzUsuń