sobota, 26 kwietnia 2014

Po dwóch latach...

 Obudziłem się sam w łóżku Sherlocka. Spojrzałem na budzik- dziewiąta rano. Obok zegara była kartka z wyjaśnieniem jego nieobecności- "Lestrade mnie wezwał na miejsce jakiegoś morderstwa. Będę około dziesiątej. P.S Nic nie jadłem, kocham cię, Sher". Ja też go kocham. Niezgrabnie wywlokłem się z łóżka, przy czym się wywaliłem, i zostałem rozbudzony przez zimną podłogę. Zdałem sobie sprawę z tego, że jestem nagi, ale nie przeszkadzało mi to. Przyzwyczaiłem się. Naciągnąłem szlafrok- nie zapiąłem go, i wciąż miałem gołą przednią część ciała. Poszedłem do kuchni, żeby sprawdzić, co mogę przygotować na śniadanie. Nagle zadzwonił telefon- to Sherlock.
-Halo?
-Witaj John. Już jadę do ciebie. Obudziłem cię?- pyta miękkim głosem Sherlock
-Nie, właśnie się zastanawiałem co chcesz na śniadanie. To było pytanie- zaśmiałem się.
-Nie wiem... Jajka na bekonie? Oj, nieważne...
-Czuję, że coś sugerujesz, mój kochany socjopato. Mam się domyślać, czy sam mi powiesz?
-Wyjrzyj przez okno. Pa!- rozłączył się nie czekając na odpowiedź.
 Podszedłem do okna. Na chodniku stał Sherlock i pomachał mi. Chcąc mi coś pokazać, zaczął otulać się płaszczem. Spojrzałem na siebie- wciąż miałem rozpięty szlafrok. Nie zapiąłem go, tylko odszedłem od okna, kierując się do kuchni. Po dłuższej chwili wszedł Sherlock. Bez słowa padł na krzesło i rozpłynął się w błogim uśmiechu. Nie usłyszałem go- bekon na patelni skwierczał zbyt głośno, i przestraszyłem się, gdy Sherlock się odezwał:
-O czym myślisz?
-O niczym. Czemu jesteś taki szczęśliwy?- zaciekawiłem się
-Mamy nową sprawę, a raczej dalszy jej ciąg...- mruknął, i chcąc ukryć rumieniec, (który i tak widziałem) zakrył się gazetą.
-Oho. Szykuje się coś ciekawego. Mów- Podałem śniadanie
-Pamiętasz Irene Adler? Wróciła. Tym razem w morderczej roli, i co ciekawe- seryjnej. Dziś rano, na plaży przy Tamizie znaleziono- jak to pięknie określił Greg- ludzki totem. Nikt nie wie, kiedy to zrobiła, i jakim cudem jej się to udało- ale zaraz po śniadaniu to rozpracuję. Oh! jestem taki głodny...- spojrzał na mnie pytająco.
-Co?- zdziwiłem się. Ta sprawa musi mu się podobać, bo jest w nią zamieszana Irene. Ale coś mi tu nie gra- Skąd wiesz, że to Irene?
-Bo na każdym z ciał są świeże odciski jej palców- nie była na tyle ostrożna.- odparł Sherlock z niepodobnym do niego entuzjazmem.
-Jesteś walnięty- cieszysz, się ze śmierci ludzi? A no tak, zapomniałem- jesteś Sherlockiem. I to takim, którego kocham- posłałem mu swój najbardziej uroczy uśmiech.
-Ja też- odmruknął.

Jak się poznaliśmy?

 Wchodzę do laboratorium za starym przyjacielem, i widzę go. Uwielbiam taki typ mężczyzny- wysoki, piękne czarne, kręcone loki, prześliczna twarz- czego chcieć więcej! Podniósł głowę znad mikroskopu  i zmarszczył czoło.
-Witaj Mike. Kogo mi przyprowadziłeś?- ten głos jest taki seksowny!
-Hm... To jest John Watson. Wiem, że szukasz współlokatora, więc chciałbym cię z nim zapoznać. Kto wie, może stworzylibyście jakąś więź między sobą? Nie wiem, może przyjaźń?
 Hm... przyjaźń? Tylko? Ja już go lubię... Ma takie piękne zielonkawe oczy. Wpatruje się we mnie nimi- analizuje mnie, a ja jego. Tak bardzo się różnimy.
-Muszę napisać do kogoś SMS-a. Ma ktoś pożyczyć telefon?- pyta nagle Sherlock.
-Łap!- wyjmuję swoją komórkę z kieszeni i rzucam mu, a on zręcznie ją łapie. Pisze coś.
-Ja już lecę, poznajcie się- po dłuższym milczeniu odezwał się Mike. Nikt mu nie odpowiedział. Zaraz po wyjściu wspólnego znajomego Sherlock oddał mi telefon.
-Jestem Sherlock, jak już pewnie wiesz- odezwał się -Więc jesteś żołnierzem, a może lekarzem wojskowym? Nie raczej to drugie. Masz siostrę, i brata- zapewne alkoholika. Gdzie byłeś? Afganistan, czy Irak?- spojrzał na mnie pytająco
-Afganistan- odpowiadam powoli, zszokowany prawdą, i już miałem coś powiedzieć, ale on już kontynuował.
-Chyba homoseksualista. Podobasz mi się. Bądź jutro na Baker Street 221B o 13.00. Tam wynajmuję mieszkanie, a widzę, że chciałbyś ze mną zamieszkać- ciągnie pisząc coś na małej karteczce, po czym wstaje bierze długi płaszcz z wieszaka, i podaje mi kartkę. To jego numer telefonu.- Żegnaj!- Wychodzi, a ja nawet nie zdążam się odezwać. Oh... Będzie trudny do rozgryzienia