Obudziła mnie muzyka. To Sherlock grał na skrzypcach. Było
jeszcze ciemno, więc spojrzałem na zegarek- trzecia rano. Muzyka dochodziła tak
jakby zza zamkniętych drzwi, a te od sypialni były uchylone. Wygramoliłem się z
łóżka, i wyszedłem z pokoju zaparzyć kawę, bo czułem, że już nie zasnę. Po
drodze zauważyłem, że przez szparę w drzwiach sączy się światło. Sherlock grał
w łazience. Lepszej pory i miejsca nie mógł sobie wybrać. Delikatnie zapukałem
w drzwi. Muzyka ucichła, usłyszałem słyszałem plusk wody, i po chwili w lekko
uchylonych drzwiach ukazał się mój współlokator owinięty ręcznikiem. Był mokry-
posłał mi szelmowski uśmiech. Wyminął mnie , i zostawiając za sobą mokre,
niebieskawe ślady podszedł do ekspresu i zaczął robić kawę. Zajrzałem do
łazienki- na środku leżała przemoczona- zresztą jak cała łazienka, piżama.
Skrzypce oparł o wannę, A na ścianie wisiała przyklejona na taśmę klejącą
kartka z trudnymi do rozszyfrowania
bazgrołami. Rozglądałem się za markerem którym zostały zapisane na kartce te ,
jak się domyślałem, szyfry. I oto w wannie z niebieską wodą pływał marker.
Wyjrzałem z łazienki, żeby zapytać się co
robił w łazience o trzeciej nad ranem, ale mnie zamurowało. Na stole leżał
sernik zrobiony przez Sherlocka, a on sam siedział już bez ręcznika i pisząc
coś szybko na laptopie zajadał się ciastem jakby pierwszy raz w życiu jadł coś
takiego. Podszedłem do niego starając
się nie patrzeć od pasa w dół. Nie udało mi się, a on oczywiście uchwycił to
spojrzenie, i uśmiechnął się pod nosem. Dopiero po kilku minutach podziwiania
jego ciała spojrzałem na ekran. Była to strona schroniska dla zwierząt.
Przeglądał koty do adopcji.
-Myślałem,
że wolisz psy- szepnąłem, wiedząc, ż pani Houdson jeszcze śpi.
-I się nie
mylisz. Ale psy potrzebują więcej opieki- odrzekł dosyć głośno jak na porę,
rozsadzając moje bębenki słuchowe.
-Ciszej…!-
Rozkazałem mu. I nagle dotarło do mnie- czy ty… czy…ty… Czy ty chcesz mieć
kota?- wyjąkałem zszokowany odkryciem.
-Mhm…-
mruknął zamyślony Sherlock. Nagle zdałem sobie sprawę, że to poważna sprawa-
nie dla Sherlocka.
-Kto będzie
się nim opiekował? Na pewno nie ja, a pani Houson chyba nie będzie chciała mieć
z nim niczego wspólnego- mój wzrok mimowolnie uciekł poniżej pasa Sherlocka. Po
kilku sekundach zdałem sobie sprawę, że mam otwarte usta i szybko je zamknąłem.
Współlokator to oczywiście zauważył. Wstał jak gdyby nigdy nic, wziął do ręki
jeden ze swoich stu tysięcy szlafroków, i
nie zakładając go poszedł odłożyć pusty kubek po kawie do zlewu. Stałem
jeszcze przez chwilę patrząc na krzesło, na którym siadam zwykle do posiłków.
To na nim przed chwilą siedział goły Sherlock- siedzisko krzesła na pewno jest
jeszcze ciepłe. Z obrzydzeniem odwróciłem się i dopijając kawę wziąłem ze stołu
jakiś batonik. Nie miałem pojęcia co robić- może poczytam jakąś książkę? Nie,
nie mam ochoty. Rozejrzałem się po pokoju- brudny jak zwykle, ale to mi nie
przeszkadzało. Z łazienki znów dobiegała muzyka. Siedziałem na sofie
rozmyślając nad nieistotnymi rzeczami.
Obudziłem się z na podłodze między stolikiem a
sofą. Coś po mnie chodziło. Kot? Nie, Shelrlock nie zaadoptował by kota.
Chwiejnie wstałem- na moich plecach wciąż siedziało zwierzę, wbijając boleśnie
pazury.
-Sherlock!-
Zawołałem- Zdejmij to coś z moich pleców. Z sypialni dobiegł mnie głośny
śmiech, i po chwili w salonie pojawił się Sherlock ubrany w krwistoczerwone
bokserki i rozpiętą białą koszulę. Na jego głowie panował chaos.
Podszedł do
mnie, i zdjął z moich pleców wielkiego szarego bydlaka- na swój sposób był słodki,
miał na karku rudą plamkę, a koniec ogona, i brzuszek biały. Podrapałem go za
uchem. Kot zamknął oczy i mruczał.
-Jak ma na
imię?- spytałem, biorąc kota od Sherlocka.
-Jest
bezimienny- teraz to on drapał Bezimiennego za uchem.
-Ciekawe
imię wybrałeś. Bezimienny- zmarszczyłem czoło- Poczekaj, nie ruszaj się.
Dotknąłem
włosów Sherlocka- były tak samo miękkie jak futro Bezimiennego. Kot uciekł mi z
rąk, a ja zacząłem obiema dłońmi przeczesywać czarne loki. Przybliżył swoją
twarz do mojej. Poczułem jego ciepły oddech na twarzy. Nasze usta się zetknęły.
Ten pocałunek był inny od poprzedniego- smakował wszystkim na raz- zimnym
powietrzem zimy i latem. Smakował jak wiosna i jej kwiaty. Jak najsłodsze
cukierki, jak… Zapisano całe księgi smaków pocałunków i odczuciach, ale każdy
pocałunek jest inny. Ten jest wyjątkowy. Inny niż wszystkie, i gdy się od
siebie oderwaliśmy, pragnąłem powrócić do poprzedniego stanu. Staliśmy tak
kilka minut- opieraliśmy się swoimi czołami o siebie. Włożyłem ręce pod koszulę
Sherlocka i zacząłem przesuwać dłońmi po jego torsie. Tymczasem on głaskał moje
policzki. Pragnąłem cofnąć czas i nie przerywać pocałunku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz