wtorek, 13 maja 2014

Bezimienny

 Obudziła mnie muzyka. To Sherlock grał na skrzypcach. Było jeszcze ciemno, więc spojrzałem na zegarek- trzecia rano. Muzyka dochodziła tak jakby zza zamkniętych drzwi, a te od sypialni były uchylone. Wygramoliłem się z łóżka, i wyszedłem z pokoju zaparzyć kawę, bo czułem, że już nie zasnę. Po drodze zauważyłem, że przez szparę w drzwiach sączy się światło. Sherlock grał w łazience. Lepszej pory i miejsca nie mógł sobie wybrać. Delikatnie zapukałem w drzwi. Muzyka ucichła, usłyszałem słyszałem plusk wody, i po chwili w lekko uchylonych drzwiach ukazał się mój współlokator owinięty ręcznikiem. Był mokry- posłał mi szelmowski uśmiech. Wyminął mnie , i zostawiając za sobą mokre, niebieskawe ślady podszedł do ekspresu i zaczął robić kawę. Zajrzałem do łazienki- na środku leżała przemoczona- zresztą jak cała łazienka, piżama. Skrzypce oparł o wannę, A na ścianie wisiała przyklejona na taśmę klejącą kartka z trudnymi do  rozszyfrowania bazgrołami. Rozglądałem się za markerem którym zostały zapisane na kartce te , jak się domyślałem, szyfry. I oto w wannie z niebieską wodą pływał marker.
 Wyjrzałem z łazienki, żeby zapytać się co robił w łazience o trzeciej nad ranem, ale mnie zamurowało. Na stole leżał sernik zrobiony przez Sherlocka, a on sam siedział już bez ręcznika i pisząc coś szybko na laptopie zajadał się ciastem jakby pierwszy raz w życiu jadł coś takiego.  Podszedłem do niego starając się nie patrzeć od pasa w dół. Nie udało mi się, a on oczywiście uchwycił to spojrzenie, i uśmiechnął się pod nosem. Dopiero po kilku minutach podziwiania jego ciała spojrzałem na ekran. Była to strona schroniska dla zwierząt. Przeglądał koty do adopcji.
-Myślałem, że wolisz psy- szepnąłem, wiedząc, ż pani Houdson jeszcze śpi.
-I się nie mylisz. Ale psy potrzebują więcej opieki- odrzekł dosyć głośno jak na porę, rozsadzając moje bębenki słuchowe.
-Ciszej…!- Rozkazałem mu. I nagle dotarło do mnie- czy ty… czy…ty… Czy ty chcesz mieć kota?- wyjąkałem zszokowany odkryciem.
-Mhm…- mruknął zamyślony Sherlock. Nagle zdałem sobie sprawę, że to poważna sprawa- nie dla Sherlocka.
-Kto będzie się nim opiekował? Na pewno nie ja, a pani Houson chyba nie będzie chciała mieć z nim niczego wspólnego- mój wzrok mimowolnie uciekł poniżej pasa Sherlocka. Po kilku sekundach zdałem sobie sprawę, że mam otwarte usta i szybko je zamknąłem. Współlokator to oczywiście zauważył. Wstał jak gdyby nigdy nic, wziął do ręki jeden ze swoich stu tysięcy szlafroków, i  nie zakładając go poszedł odłożyć pusty kubek po kawie do zlewu. Stałem jeszcze przez chwilę patrząc na krzesło, na którym siadam zwykle do posiłków. To na nim przed chwilą siedział goły Sherlock- siedzisko krzesła na pewno jest jeszcze ciepłe. Z obrzydzeniem odwróciłem się i dopijając kawę wziąłem ze stołu jakiś batonik. Nie miałem pojęcia co robić- może poczytam jakąś książkę? Nie, nie mam ochoty. Rozejrzałem się po pokoju- brudny jak zwykle, ale to mi nie przeszkadzało. Z łazienki znów dobiegała muzyka. Siedziałem na sofie rozmyślając nad nieistotnymi rzeczami.
 Obudziłem się z na podłodze między stolikiem a sofą. Coś po mnie chodziło. Kot? Nie, Shelrlock nie zaadoptował by kota. Chwiejnie wstałem- na moich plecach wciąż siedziało zwierzę, wbijając boleśnie pazury.
-Sherlock!- Zawołałem- Zdejmij to coś z moich pleców. Z sypialni dobiegł mnie głośny śmiech, i po chwili w salonie pojawił się Sherlock ubrany w krwistoczerwone bokserki i rozpiętą białą koszulę. Na jego głowie panował chaos.
Podszedł do mnie, i zdjął z moich pleców wielkiego szarego bydlaka- na swój sposób był słodki, miał na karku rudą plamkę, a koniec ogona, i brzuszek biały. Podrapałem go za uchem. Kot zamknął oczy i mruczał.
-Jak ma na imię?- spytałem, biorąc kota od Sherlocka.
-Jest bezimienny- teraz to on drapał Bezimiennego za uchem.
-Ciekawe imię wybrałeś. Bezimienny- zmarszczyłem czoło- Poczekaj, nie ruszaj się.

Dotknąłem włosów Sherlocka- były tak samo miękkie jak futro Bezimiennego. Kot uciekł mi z rąk, a ja zacząłem obiema dłońmi przeczesywać czarne loki. Przybliżył swoją twarz do mojej. Poczułem jego ciepły oddech na twarzy. Nasze usta się zetknęły. Ten pocałunek był inny od poprzedniego- smakował wszystkim na raz- zimnym powietrzem zimy i latem. Smakował jak wiosna i jej kwiaty. Jak najsłodsze cukierki, jak… Zapisano całe księgi smaków pocałunków i odczuciach, ale każdy pocałunek jest inny. Ten jest wyjątkowy. Inny niż wszystkie, i gdy się od siebie oderwaliśmy, pragnąłem powrócić do poprzedniego stanu. Staliśmy tak kilka minut- opieraliśmy się swoimi czołami o siebie. Włożyłem ręce pod koszulę Sherlocka i zacząłem przesuwać dłońmi po jego torsie. Tymczasem on głaskał moje policzki. Pragnąłem cofnąć czas i nie przerywać pocałunku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz