-Halo?
-Witaj John. Już jadę do ciebie. Obudziłem cię?- pyta miękkim głosem Sherlock
-Nie, właśnie się zastanawiałem co chcesz na śniadanie. To było pytanie- zaśmiałem się.
-Nie wiem... Jajka na bekonie? Oj, nieważne...
-Czuję, że coś sugerujesz, mój kochany socjopato. Mam się domyślać, czy sam mi powiesz?
-Wyjrzyj przez okno. Pa!- rozłączył się nie czekając na odpowiedź.
Podszedłem do okna. Na chodniku stał Sherlock i pomachał mi. Chcąc mi coś pokazać, zaczął otulać się płaszczem. Spojrzałem na siebie- wciąż miałem rozpięty szlafrok. Nie zapiąłem go, tylko odszedłem od okna, kierując się do kuchni. Po dłuższej chwili wszedł Sherlock. Bez słowa padł na krzesło i rozpłynął się w błogim uśmiechu. Nie usłyszałem go- bekon na patelni skwierczał zbyt głośno, i przestraszyłem się, gdy Sherlock się odezwał:
-O czym myślisz?
-O niczym. Czemu jesteś taki szczęśliwy?- zaciekawiłem się
-Mamy nową sprawę, a raczej dalszy jej ciąg...- mruknął, i chcąc ukryć rumieniec, (który i tak widziałem) zakrył się gazetą.
-Oho. Szykuje się coś ciekawego. Mów- Podałem śniadanie
-Pamiętasz Irene Adler? Wróciła. Tym razem w morderczej roli, i co ciekawe- seryjnej. Dziś rano, na plaży przy Tamizie znaleziono- jak to pięknie określił Greg- ludzki totem. Nikt nie wie, kiedy to zrobiła, i jakim cudem jej się to udało- ale zaraz po śniadaniu to rozpracuję. Oh! jestem taki głodny...- spojrzał na mnie pytająco.
-Co?- zdziwiłem się. Ta sprawa musi mu się podobać, bo jest w nią zamieszana Irene. Ale coś mi tu nie gra- Skąd wiesz, że to Irene?
-Bo na każdym z ciał są świeże odciski jej palców- nie była na tyle ostrożna.- odparł Sherlock z niepodobnym do niego entuzjazmem.
-Jesteś walnięty- cieszysz, się ze śmierci ludzi? A no tak, zapomniałem- jesteś Sherlockiem. I to takim, którego kocham- posłałem mu swój najbardziej uroczy uśmiech.
-Ja też- odmruknął.
-O czym myślisz?
-O niczym. Czemu jesteś taki szczęśliwy?- zaciekawiłem się
-Mamy nową sprawę, a raczej dalszy jej ciąg...- mruknął, i chcąc ukryć rumieniec, (który i tak widziałem) zakrył się gazetą.
-Oho. Szykuje się coś ciekawego. Mów- Podałem śniadanie
-Pamiętasz Irene Adler? Wróciła. Tym razem w morderczej roli, i co ciekawe- seryjnej. Dziś rano, na plaży przy Tamizie znaleziono- jak to pięknie określił Greg- ludzki totem. Nikt nie wie, kiedy to zrobiła, i jakim cudem jej się to udało- ale zaraz po śniadaniu to rozpracuję. Oh! jestem taki głodny...- spojrzał na mnie pytająco.
-Co?- zdziwiłem się. Ta sprawa musi mu się podobać, bo jest w nią zamieszana Irene. Ale coś mi tu nie gra- Skąd wiesz, że to Irene?
-Bo na każdym z ciał są świeże odciski jej palców- nie była na tyle ostrożna.- odparł Sherlock z niepodobnym do niego entuzjazmem.
-Jesteś walnięty- cieszysz, się ze śmierci ludzi? A no tak, zapomniałem- jesteś Sherlockiem. I to takim, którego kocham- posłałem mu swój najbardziej uroczy uśmiech.
-Ja też- odmruknął.
Świetne ! ;D
OdpowiedzUsuń